Mija 102. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego.
"Ten niepodległościowy zryw Wielkopolan był splotem faktów nagłych i nie do końca przewidywalnych okoliczności", na co w rozmowie z radiemCENTRUM zwraca uwagę kaliski historyk i regionalista, dr Sławomir Przygodzki:
"Wybuchło w roku 1918 - niejako z przypadku. Dzięki temu, że Ignacy Jan Paderewski pojawił się w Poznaniu, wywołał entuzjazm, a ten entuzjazm przerodził się w walki z Niemcami. Powstanie wielkopolskie tak naprawdę wyznaczyło w części przynajmniej granice zachodnie II Rzeczypospolitej.
Dzięki wydatnej, dyplomatycznej pomocy Francji udało się odzyskać znaczną część terenu, czyli ówczesnego województwa poznańskiego. Te tereny, zdobyte przez mieszkańców wielkopolskich, zostały włączone do państwa polskiego na mocy konferencji w Wersalu."
Jak podkreśla dr Sławomir Przygodzki, to samodzielność Wielkopolan i podjęcie przez powstańców walki - przy dyplomatycznym wsparciu Francji i rozejmie w Trewirze w lutym 1919 roku - spowodowały, że Niemcy nie byli w stanie zmobilizować jakiekolwiek siły do walki z wielkopolskimi powstańcami.
na fot.: dr Sławomir Przygodzki / historyk
Zbrojny zryw zakończył się zwycięstwem i przyłączeniem większości pozostającej do tej pory pod pruską okupacją Prowincji Poznańskiej do Rzeczypospolitej Polskiej.
Miało się rozpocząć w 1919 roku, było bardzo dobrze przygotowanym i jednak niecierpliwie wyczekiwanym zrywem niepodległościowym.
Historia utrwaliła je na kartach jako jedyne, które przyniosło zwycięstwo i wyzwoliło praktycznie całą Wielkopolskę. Dla historyka i bibliotekarza, Moniki Sobczak-Waliś akurat to wydarzenie łączy w ocenie historyków, dla których dyskusje o zrywach narodowowyzwoleńczych zawsze są okazją do polemiki i barwnych dyskusji:
"Historycy akurat są zgodni, że to powstanie zakończyło się sukcesem - zarówno dzięki bardzo dobrej organizacji samego zrywu jak i ogromnego przygotowania i mobilizacji społeczeństwa Wielkopolski. Wszyscy spodziewali się, że ta wyczekiwana niepodległość w końcu przecież nadejdzie, ale tym razem zdecydowano się skupić nie tylko na samym jej zdobyciu, ale przede wszystkim na tym, jak ją wykorzystać... I rzeczywistość roku 1919 pokazła, że Wielkopolanie przygotowali się do tego bardzo starannie."
na fot.: Monika Sobczak-Waliś / historyk i bibliotekarz
W przeciwieństwie do południowej części Wielkopolski, sam Kalisz nie był objęty działaniami powstańców.
Z czego to wynikało, wyjaśnia słuchaczom radiaCENTRUM Monika Sobczak-Waliś:
"Kalisza powstanie nie objęło. Miasto było już wtedy wolne, ale to nie znaczy, że kaliszanie nie wspierali walczących. Sztab Wojskowy Ziemi Kaliskiej wystosował cały szereg odezw wzywających do wstępowania w szeregi organizującego się Wojska Polskiego. Z ochotników utworzono I Batalion Pograniczny, który na wieść o wybuchu powstania pomaszerował, by wesprzeć walczących Wielkopolan."
W pierwszych godzinach Powstania Wielkopolskiego pleszewianie pośpieszyli z pomocą powstańcom w Poznaniu, w kolejnych dniach wezwalali Krotoszyn. Wybuch powstania pleszewian nie zaskoczył, byli zorganizowani. Od października działał w mieście Tajny Komitet Obywatelski. Pleszew miał stały kontakt z Poznaniem. Czekano tylko na sygnał do działania. I ten nadszedł. Nazajutrz po przyjeździe do Poznania polityka i artysty, Ignacego Jana Paderewskiego.


27 grudnia 1918 roku o 17:00 kompania złożona z 80 powstańców pod dowództwem sierż. Antoniego Kozłowicza wyruszyła do stolicy Wielkopolski. Mieli ochraniać Dworzec Główny i nie dopuścić do wyładowania transportu niemieckich żołnierzy.
"W ciągu niecałej godziny, zaalarmowana trąbką strażacką kompania, w sile 80 osób, pod dowództwem sierżanta Antoniego Kozłowicza znalazła się na dworcu w Kowalewie, gdzie na ochotnika dołączył do nich ppor. Feliks Pamin i ppor. Michał Ciążyński" – pisze historyk Stanisław Bródka.
Zatrzymawszy pierwszy pociąg osobowy, jadący z Kluczborka do Poznania, kompania pleszewska ok. 20-ej dotarła na Dworzec Główny i zaczęła go ubezpieczać. Już po 60 minutach zatrzymali pociąg wypełniony niemieckim wojskiem i pod groźbą gotowych do strzału karabinów maszynowych zmusili ich do złożenia broni, a pociąg skierowali do Zbąszynia. Z dworca pleszewianie ruszyli ku Kaponierze, żeby zagrodzić drogę niemieckim grenadierom. Zluzowani przez innych powstańców wrócili do Pleszewa, by w sylwestrową noc udać się do Ostrowa Wielkopolskiego i dalej - do Krotoszyna.

Dwie pleszewskie kompanie, Kozłowicza i Pamina, wzięły udział w opanowaniu krotoszyńskich koszar niedaleko dworca, potem poczty i innych ważniejszych obiektów.
"To pleszewianie - sierż. Jan Przybylski, plutonowy Józef Seidel i st. szer. Zygfryd Metelski wbiegli do krotoszyńskiego ratusza i wywiesili polski sztandar", podkreśla z uznaniem Łukasz Toldo-Cichy, historyk z Krotoszyna.

Pamięć o wielkopolskim zrywie w wyjątkowym roku koronawirusa nie tylko Wielkopolanie kultywują udziałem w wydarzeniach, ale z pandemicznymi ograniczeniami. Dlatego większość imprez uświetniających 102., powstańczą rocznicę przeniesiono do świata wirtualnego.

